23 lutego 2018

Plato, do mnie!

Przywołanie psa jest najważniejszą komendą chyba dla każdego właściciela. Mimo że jest to podstawa, to wbrew pozorom nie jest to wcale łatwa rzecz do nauczenia. Jak to było u nas? Różnie. Czasem przychodził, a czasem był po prostu głuchy na słowa "do mnie". W związku z tym postanowiłam przepracować tę komendę na nowo. Efekty naszej pracy poznacie czytając dalszy ciąg tego posta.

Fot. Maja Markowska
Zaczęliśmy na spokojnie w domowym zaciszu. Potem kolejno ćwiczyliśmy przywołanie w miejscach, w których było coraz więcej rozproszeń. Od ogródka, przez promenadę, aż po pobliskie osiedle. Oczywiście bez szaleństw, kolejne trudności pojawiały się gdy z poprzednimi pies radził sobie bezproblemowo.

Największym motywatorem dla Plata są smakołyki oraz zabawki, dlatego nie mogło ich zabraknąć. Kiedy pies na zawołanie zjawiał się u moim boku, był obficie nagradzany. Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że Plato pojął o co chodzi. Ładnie się odwoływał, grzecznie czekał na wydanie nagrody, lecz nie chciałam by nasze "do mnie" było uzależnione od smakołyka czy szarpaka. 

Doszliśmy do tego, że raz Plato nagradzany był zabawą szarpakiem lub smakołykiem, a raz pieszczotami i miłymi słowami. Byłam pod wrażeniem, że nie zaczynał mnie ignorować po kolejnych przywołaniach, po których słyszał "Dobrze! Super pies!" Wydawać by się mogło, że jesteśmy o krok od osiągnięcia celu. Jednakże czasem trzeba zrobić parę kroków by móc z powrotem ruszyć do przodu. Musieliśmy nieco obniżyć tyczkę, przerobić parę rzeczy jeszcze raz i tak dalej brnęliśmy przez ciężką i krętą ścieżkę ku sukcesowi.

Fot. Maja Markowska
Aktualnie jest dobrze, ale wciąż szlifujemy przywołanie. Zdarzają się chwilę zawahania, lecz finalnie Plato wraca, z czego jestem zadowolona w porównaniu do jego poprzedniej głuchoty. Muszę się pochwalić pewną rzeczą, która ostatnio przyprawiła mnie o istną euforię. Przyszedł do nas pan sprawdzający gazomierz, gdy Łotr go zobaczył od razu chciał się przywitać, bo z owym panem dobrze się zna. Wystarczyło krótkie "Plato, do mnie!" i Plato rzeczywiście do mnie przyszedł. "Zostań" i piesek grzecznie siedział. Byłam po prostu w szoku. Przylepiec zostawił pana w spokoju i czekał co dalej uczynię. Zdolniacha!

Ale nic nie jest takie piękne jakby się mogło wydawać i wciąż troszkę ubolewam nam odwoływaniem się Plata w obecności innych psów. Tutaj też działami drobnymi kroczkami. Jakiś czas temu byliśmy z Alą i Weną na placu, poćwiczyć w ich towarzystwie. Łotr był naprawdę dzielny!

Fot. Maja Markowska
Z dnia na dzień jest coraz lepiej. Plato już się nie waha, bez ociągania do mnie przychodzi. Poczyniliśmy ogromny postęp i uważam to za prawdziwy sukces. Jestem z nas bardzo dumna. A jak u was wygląda sprawa z przywołaniem? Zmagaliście się z tą komendą czy uporaliście się z nią bezproblemowo?

Na koniec zdjęcie z jednego z treningów w rozproszeniach w postaci porozrzucanych zabawek, dysków i smaków. Przypominam o naszej stronie na facebook'u i zachęcam do polubienia. Jakiś czas utworzyłam instagrama, na którego również zapraszam. ;)

Instagram - @platobordercollie